Ruszyły powszechne zapisy na szczepienia przeciwko COVID 19. Z jednej strony cieszą się wielkim zainteresowaniem, z drugiej – budzą obawy i kontrowersje.

Czy powinniśmy obawiać się szczepionki? Czy to na pewno bezpieczne? Co tak naprawdę produkują koncerny? O mechanizmy choroby wirusowej i sposób działania szczepionek zapytaliśmy ekspertów z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak atakują wirusy? Jak działa szczepionka przeciwko Covid 19? Czy jest bezpieczna? Czym różnią się od siebie szczepionki różnych firm? Czy powinniśmy się ich obawiać? Czy czas ich testowania nie jest zbyt krótki? Na te pytania odpowiada prof. dr hab Ewa Marcinkowska z Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ludzki organizm w trakcie ewolucji pozyskał sposoby walki z wirusami. Jest ich sporo, a najważniejszy polega na tym, że tzw. limfocyty „T” cytotoksyczne potrafią rozpoznać komórki zakażone wirusami i je zabić. Po pierwszym spotkaniu z konkretnym wirusem pozostają w ciele limfocyty „T” pamięci, które mogą żyć bardzo długo. Przy kolejnym wtargnięciu tego samego lub bardzo podobnego wirusa, rozprawią się z zakażonymi nim komórkami bardzo szybko. Pracę limfocytów cytotoksycznych wspomagają limfocyty „B”.

Jeśli okaże się, że potrafią wyprodukować przeciwciała wiążące się z powierzchnią wirusa, zrobią to. Wówczas wirus ma kłopot, żeby zakażać kolejne komórki, gdyż jest oklejony od zewnątrz przeciwciałami. Przeciwciała rozpadają się we krwi dosyć szybko i po kilku miesiącach od zakażenia już ich nie będzie. Ale zostaną limfocyty B pamięci, które na kolejne wtargnięcie wirusa zareagują natychmiastową produkcją dużej ilości przeciwciał.

Jak wobec tego wywołać odporność, nie powodując choroby? Jest bardzo wiele metod

 

Czy należy bać się mRNA?

Choroby zakaźne były z Homo sapiens od zawsze. A ponieważ Homo był sapiens, to zauważył, że przechorowanie choroby zakaźnej powoduje, że przy następnej epidemii już się nie choruje, a przynajmniej nie tak ciężko. Niestety, nigdy nie dowiemy się, kim był mądry człowiek, który jakieś 1000 lat temu, w dalekiej Azji wymyślił, aby zdrowym ludziom wdmuchiwać do nosa zasuszony pył z pęcherzyków osób chorych na ospę (tę prawdziwą; Variola vera). Takie było pierwsze na świecie szczepienie.

Czy było bezpieczne? Tak sobie. Niepożądane odczyny poszczepienne (NOPy) polegały na tym, że u około 10% szczepionych rozwijała się pełnoobjawowa ospa. Śmiertelność ospy to około 40%, więc około 4% szczepionych umierało.

Potem było już tylko lepiej. Kiedy pod koniec XVIII wieku Edward Jenner wymyślił, żeby zamiast pyłu z pęcherzyków ospy prawdziwej, używać pyłu z pęcherzyków podobnej ospy krowiej, szczepienie przestało być śmiertelne. NOP-y po szczepieniu Jennera polegały na podwyższonej temperaturze, osłabieniu i bliźnie na ramieniu do końca życia.

Jenner oczywiście nie znał wirusów. Nie wiedział, że ospę prawdziwą wywołuje variola virus, a ospę krowią poxvirus bovis. Przypuszczał jedynie, że są podobieństwa między tymi czynnikami zakaźnymi, zaobserwował bowiem że osoby, które przechorowały ospę krowią nie chorują na ospę prawdziwą.

Teraz o wirusach wiemy już sporo. Wiemy, że nie są żywe. Wiemy też, że składają się z materiału genetycznego, DNA albo RNA, zapakowanego w tłuszczową-białkową osłonkę. Za pomocą białek tej osłonki przyczepiają się do komórek różnych organizmów, a potem wpuszczają swój materiał genetyczny do komórki i używając różnych mechanizmów potrzebnych komórce do życia, produkują swoje własne kopie tak długo, aż komórka się rozpadnie.

Ludzki organizm w trakcie ewolucji pozyskał sposoby walki z wirusami. Jest ich sporo, a najważniejszy polega na tym, że tzw. limfocyty „T” cytotoksyczne potrafią rozpoznać komórki zakażone wirusami i je zabić. Po pierwszym spotkaniu z konkretnym wirusem pozostają w ciele limfocyty „T” pamięci, które mogą żyć bardzo długo. Przy kolejnym wtargnięciu tego samego lub bardzo podobnego wirusa, rozprawią się z zakażonymi nim komórkami bardzo szybko. Pracę limfocytów cytotoksycznych wspomagają limfocyty „B”.

Jeśli okaże się, że potrafią wyprodukować przeciwciała wiążące się z powierzchnią wirusa, zrobią to. Wówczas wirus ma kłopot, żeby zakażać kolejne komórki, gdyż jest oklejony od zewnątrz przeciwciałami. Przeciwciała rozpadają się we krwi dosyć szybko i po kilku miesiącach od zakażenia już ich nie będzie. Ale zostaną limfocyty B pamięci, które na kolejne wtargnięcie wirusa zareagują natychmiastową produkcją dużej ilości przeciwciał.

Jak wobec tego wywołać odporność, nie powodując choroby? Jest bardzo wiele metod. Można podać osłabionego lub inaktywowanego wirusa (patrz wyżej: szczepionka przeciwko ospie sprzed 1000 lat). Taka też była jedna ze szczepionek przeciw chorobie polio, wymyślona w Stanach Zjednoczonych USA przez urodzonego w Białymstoku Alberta Sabina. Problem polega na tym, że jeśli osłabiony wirus trafi na osłabionego szczepionego, może wywołać chorobę. W przypadku szczepionki Sabina, zdarza się to średnio raz na 330 000 szczepionych. Dlatego obecnie szuka się jeszcze bardziej bezpiecznych szczepionek.

Takich bardzo bezpiecznych szczepionek też jest dużo. Niektóre składają się z fragmentów wirusa, niektóre zawierają tylko pojedyncze białko wirusa. Niestety, im bardziej szczepionka nie przypomina prawdziwego wirusa, tym mniejsza może być jej skuteczność. Zaszczepiony organizm może spotykając później prawdziwego wirusa nie „zorientować się”, że to z nim miał walczyć.

Nie wiem co zdecydowało, że uczeni z firmy Pfeizer oraz z Moderny zdecydowali się wyprodukować przeciwko wirusowi SARS-Cov-2 szczepionkę zawierającą mRNA. Przypuszczam, że chodziło im o to, aby szczepionka była bardzo bezpieczna. Aby nie powodowała NOP-ów – nawet najlżejszych.

Niektóre gazety nazywają te szczepionki „genetycznymi”, chociaż nie docierają one wcale do jądra komórkowego, gdzie zlokalizowane są nasze geny. mRNA to inaczej informacyjny kwas rybonukleinowy, matryca, na której produkowane są w komórkach białka. W szczepionkach przeciw Covid-19 to matryca dla jednego tylko, ale bardzo ważnego białka wirusa SARS-Cov-2. Jeśli ktoś zostanie zaszczepiony, mRNA ze szczepionki powinien przeniknąć do pobliskich komórek. W nich zostanie wyprodukowane białko wirusa, a limfocyty „T” cytotoksyczne rozpoznają taką komórkę, jak gdyby była zakażona wirusem. A potem zostaną na resztę życia, jako limfocyty „T” pamięci. Przy okazji mogą też powstać przeciwciała przeciwko temu konkretnemu białku i limfocyty „B” pamięci.

Problem ze szczepionkami mRNA polega na tym, że wymagają specjalnych warunków transportu i przechowywania. Tradycyjne szczepionki, zawierające inaktywowane wirusy, są dużo mniej wrażliwe na warunki przechowywania i dużo tańsze. Taką tradycyjną szczepionką przeciw Covid-19 dysponują Chiny. Wyprodukowała ją firma Sinovac. Wirus do niej został inaktywowany formaliną, szczepionka zawiera też adiuwant (wzmacniacz odpowiedzi układu odporności) z soli aluminium. Już wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby ktoś Polakom zaproponował taką właśnie szczepionkę…

prof. dr hab Ewa Marcinkowska

Poprzez: uwr.edu.pl

Skończyło się na… potrąceniu – kierowcy i piesi muszą zachowywać ostrożność ZAWSZE

Poprzedni artykuł

Wracają połączenia międzynarodowe na Dolnym Śląsku – od poniedziałku do Niemiec i Czech pojedziesz pociągiem

Następny artykuł

Komentarze

Zostaw komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią? Zostaw swój komentarz.

You may also like